Masakra w redakcji Charlie Hebdo, w samym sercu Paryża, jest ogromną ludzką tragedią. Ale jest też polityczną katastrofą - na skalę francuską i europejską.

Zacznijmy od Francji. Zdemolowana Partia Socjalistyczna, jej słaby rząd kompletnie nie radzący sobie z kryzysem, jej prezydent Francois Hollande odarty z wszelkiej powagi. Podzielona „prawica republikańska”, czyli bardziej centrowa. Czekająca na powrót Sarkozy'ego, bo pomimo różnych kompromitacji jest to ostatnia postać zdolna do zapewnienia francuskiej centroprawicy jakiegoś przywództwa. I najbardziej dziś we Francji popularny skrajnie prawicowy Front Narodowy, który już wygrał wybory do Parlamentu Europejskiego, a teraz czeka niecierpliwie na moment, kiedy będzie mógł rozdawać karty w polityce krajowej. Żywiący się lękiem Francuzów przed muzułmanami. Poparcie dla niego rośnie po każdym zamachu i po każdych zamieszkach w arabskich dzielnicach Paryża, Marsylii czy Lyonu. A zamachu na Charlie Chebdo nie da się „zapomnieć” do najbliższych wyborów. Zamieszki na arabskich przedmieściach – obawiam się – też wkrótce wybuchną.

W takim pejzażu politycznych porażek i społecznych lęków precyzyjne terrorystyczne uderzenie w centrum Paryża równa się zdetonowaniu atomówki. Zamachowcy oczekują zastosowania przez francuskie państwo zasady odpowiedzialności zbiorowej wobec 7.5-procentowej mniejszości, wobec ponad 5 milionów obywateli Republiki Francuskiej, którzy są wyznawcami Islamu. W ten sposób cała ta mniejszość stałaby się zapleczem dla kolejnych terrorystycznych ataków.

Miliony arabskich robotników, wyznawców islamu, zostało sprowadzone do Francji jeszcze w okresie gospodarczego boomu końca lat 60. Kiedy francuska gospodarka gwałtownie potrzebowała tanich rąk do pracy. Wtedy postały getta – społeczne, kulturowe, religijne – na przedmieściach największych przemysłowych francuskich miast. Kiedy przyszedł gospodarczy kryzys, getta się zamknęły, nawet jeśli Francuska Republika wydaje miliardy euro na społeczną i kulturową integrację imigrantów. Z kolei fundamentaliści islamscy robią wszystko, aby integracja się nie udała. Każdy młody arab, któremu nie poszło w szkole, który napotkał bariery w życiu zawodowym, prywatnym... staje się potencjalnym ochotnikiem dżihadu, wyznawcą „zemsty Boga”, jak tę nową antyliberalną i antyzachodnią ideologię, udającą religię, nazwał najwybitniejszy francuski badacz świata arabskiego Gilles Kepel.

A obok Francji są przecież Niemcy, gdzie muzułmanów też jest ponad 4 miliony. I gdzie właśnie odbyły się pierwsze tak masowe manifestacje „białych przeciwników Islamu”. Jest Holandia, Dania czy Szwecja, gdzie też rozrastają się muzułmańskie getta, podczas gdy antyislamskie prawicowe partie (straszące zresztą także Polakami i innymi „obcymi ze Wschodu”) stały się trwałym elementem politycznego pejzażu. Wkrótce nie będzie można bez nich stworzyć żadnej rządowej większości.

Islamskim zamachowcom zależy na „wojnie cywilizacji” w Europie. Tak samo jak zależy na niej antyislamskiej skrajnej prawicy, Breivikowi i innym „białym bojownikom”. Jeśli ta wojna wybuchnie, zniszczy Europę taką jaką znamy i jaką zaczynamy lubić. Mającą własną tożsamość i historię, jednak podejmującą dialog z imigrantami. Ceniącą nade wszystko wolność wypowiedzi, nawet wolność szyderstwa. Także wolność wygłaszania poglądów i robienia rzeczy, które naprawdę bardzo nam się nie podobają. Pamiętajmy, że Charlie Hebdo nie zamieszczał jedynie karykatur Mahometa. Zamieszczał też karykatury Jahwe, ortodoksyjnych rabinów i kolejnych papieży. Był francuskim odpowiednikiem tygodnika „Nie”, który przecież nie wszystkim w Polsce musi się podobać.

Odpowiedzi na paryską katastrofę mogą być różne. Po pierwsze, liberalny Zachód może skapitulować przed fundamentalistami. Może zacząć z nimi negocjować nowe standardy autocenzury. Możemy też zrealizować receptę antyislamskiej skrajnej prawicy. Przetestować proponowane przez nią „ostateczne rozwiązanie”, czyli wysiedlenie kilkudziesięciu milionów wyznawców Islamu z całej Europy. Warto jednak pamiętać, że ostatnimi politykami, którzy wysiedlenia tej skali potrafili w Europie przeprowadzić, byli Hitler i Stalin. Liberalne demokracje nie są do tego zdolne. Państwo, które potrafiłoby przeprowadzić tak ogromną etniczną i religijną czystkę nie byłoby już liberalną demokracją. Być może nie byłoby państwem, w którym chcielibyśmy żyć.

Zatem pozostaje ostatnie wyjście - skuteczna odpowiedź policyjna i odpowiedź społeczna.

Ze strony policji: niszczenie kolejnych grup terrorystycznych i ich logistycznego zaplecza. Skuteczna prewencja zmniejszająca szansę na kolejne zamachy w Paryżu, Londynie, Madrycie. Jednak nie dająca żadnej gwarancji, że się nie powtórzą.

I odpowiedź społeczna: kolejne programy ekonomicznej i kulturowej integracji imigrantów, europejskich wyznawców islamu. Pieniądze i programy mające zburzyć mury społecznego getta. Albo chociaż wyrąbać przejścia dla tych, którzy naprawdę chcieliby się z getta wydostać.

Czy francuska klasa polityczna jest jeszcze zdolna do skutecznych działań na obu tych polach? Czy francuskie społeczeństwo, zjadane przez lęk i obezwładnione przez kryzys, zadowoli się takim programem minimum?

Nie jestem tego pewny. Wiem tylko jedno, że dzisiaj we Francji rozstrzyga się los całej liberalnej Europy.

newsweek.pl

 

 

{jvotesystem poll=|17|}

Komentarze  

#1 abdul 2015-01-08 23:37
I want to meet Muslims in Poland
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Nowi użytkownicy

  • testdnk
  • jenniferao4
  • Hоw tо еarn оn investments in Cryptoсurrenсу frоm $ 7214 реr day: http://xldkyrcyb.75reign.com/d54ca0a53
  • Invest in Bitcoin аnd еarn frоm $ 3000 реr daу: http://yorwjbzr.bdlifgte.com/757ad8c4
  • Miguelweigo