Rozprawiamy się z mitami o islamie

Obrodziło nam ekspertami od teologii islamu. Czerpiąc wiedzę z internetowych memów – dostrzegli i rozgryźli zagrożenie dla cywilizacji europejskiej.

Ludzki umysł ma tendencję do tego, by wierzyć w to, co potwierdza nasze uprzedzenia. Jak choćby obiegowa fałszywka przypisywana „anonimowemu polskiemu muzułmaninowi”. Te mity, zwykle zapoczątkowane na islamofobicznych portalach internetowych, pozwalają przeciwnikom przyjmowania uchodźców formułować fachowo brzmiące wypowiedzi. Przedstawiają w nich islam jako immanentnie wrogi Europie, a samych muzułmanów jako groźne, niemal demoniczne postaci o nieczystych intencjach, co niestety niektórym łatwowiernym pozwala zupełnie zabić w sobie odruch współczucia dla przeżywających trudy uchodźców. Jak większość skrajnych uproszczeń, na ogół są zupełnie niezgodne z rzeczywistością. Spróbuję z kilkoma z nich się rozprawić.
„Fala uchodźców to hidżra, czyli systematyczna inwazja pod pozorem pokojowego osadnictwa.”

Nonsens. Hidżra to była wędrówka Mahometa i jego zwolenników, pierwszych muzułmanów, na wygnaniu z Mekki do Mediny – wydarzenie, które 622 r. n.e. zapoczątkowało islam i jest początkiem tamtejszego kalendarza. W arabskim słowo to oznacza migrację w ogóle, ale w kontekście religijnym odnosi się konkretnie do założycielskiej tułaczki Proroka. Żaden szanujący się muzułmanin nie porównałby własnych problemów do najważniejszego wydarzenia w dziejach swojej religii. Żadne słowo na „podstępne szerzenie religii poprzez kolonizację” w islamie nie istnieje, ponieważ nigdzie i nigdy w historii islam nie został w ten sposób zaniesiony. W epoce swojej ekspansji docierał do nowych terytoriów w zupełnie tradycyjne sposoby, tak samo jak chrześcijaństwo: za pomocą misjonarzy, nawracających miejscową ludność przekonywaniem, i zupełnie zwyczajnych inwazji z bronią w ręku. Nie mamy do czynienia ani z jednym, ani z drugim.

„W islamie dopuszczalna jest takijja, czyli można do woli okłamywać innowierców, jeśli to będzie dobre dla religii.”

Takijja, co tłumaczy się jako ostrożność, oznacza, że w obliczu prześladowań religijnych nie jest grzechem skłamać i wyprzeć się islamu, by chronić swoje życie i zdrowie. To może oczywiście brzmieć bardzo obco dla chrześcijan, wychowanych na kulcie męczenników, którzy woleli zginąć z rąk Rzymian niż nawet słowem wyprzeć się wiary. Jednak w zasadach islamu często jest podkreślane, że nie należy ślepo się ich trzymać, jeśli to miałoby prowadzić do autodestrukcji albo szkody dla wspólnoty, takijja jest tego przykładem. Według uczonych w prawie islamskim, nie można powoływać się na takijję ani żeby osiągnąć korzyści osobiste, ani nawet aby krzewić wiarę, gdyż to należy czynić otwarcie i dając świadectwo. Podstęp w sprawach religijnych dopuszczalny jest wyłącznie wobec groźby przemocy. Klasycznym przykładem były prześladowania w Hiszpanii w XV i XVI w., gdy muzułmanie – ścigani przez inkwizycję, pod groźbą wygnania albo śmierci – przyjmowali chrzest, w zaciszu domowym praktykując islam i przekazując potomkom wiarę. Takijja oznacza tylko tyle, że ten dokonany pod przymusem nieszczery chrzest nie był aktem apostazji, a także że nikt nie mógł oskarżyć ofiary prześladowań, które wybrały tę drogę, o zdradę lub tchórzostwo.
„Nie powinniśmy pozwalać na budowanie meczetów w Europie, bo w krajach muzułmańskich nie ma kościołów.”

To już tak utarta opinia, że przyjęta jest praktycznie jako oczywistość, ale w rzeczywistości to wierutna bzdura. Na świecie jest 48 państw, w których muzułmanie stanowią większość ludności, a w 44 z nich znajdują się kościoły chrześcijańskie. Czasem są to tylko kaplice, ale wynika to z braku chrześcijan, a nie z obostrzeń prawnych.

I nic w tym dziwnego, bo nauczania islamu jednoznacznie nakazują zezwalać innowiercom na swobodne praktykowanie swojej wiary. W trzech państwach panuje zakaz wyznawania innych religii niż islam – są to Malediwy, Mauretania i Arabia Saudyjska. Czwartym jest Somalia, gdzie kościoły chrześcijańskie zostały zniszczone w wojnie domowej. W Somalii jednak rząd centralny nie istnieje, a panuje anarchia i rządy watażków, więc trudno to terytorium nazwać państwem. Poziom faktycznych swobód, jakimi cieszą się mniejszości religijne w krajach muzułmańskich jest rzecz jasna bardzo różny. Ale wbrew obiegowym opiniom, opartym na represyjnych reżimach w Arabii Saudyjskiej i Iranie, większość nie wyróżnia się jakoś specjalnie na tle reszty świata.
„Koran nakazuje zabijanie i nawracanie siłą niewiernych”

To chyba najpoważniejsza kwestia. Odpowiedź jest podobna jak w przypadku Biblii: tak i nie, ale raczej nie. Istnieją wersy Koranu, w których jest wyraźny nakaz, by iść i wojować przeciwko poganom (tzw. wersy miecza), ale te nieodmiennie należą do narracyjnych części księgi. Np. zawarty w surze At Tauba nakaz Boga, by ruszać na zbrojną wyprawę w imię religii i wywrzeć krwawą zemstę, dotyczy konkretnego przypadku, w którym bizantyjscy Grecy złamali rozejm z muzułmanami. W średniowieczu było to uznawane za wyjątkowo ciężkie przewinienie, a jego sprawcy wyłączali się spod praw wojny. To dość podobne do licznych fragmentów Starego Testamentu, które nakazywały Żydom mordować wrogie ludy.

Równolegle w Koranie znajdziemy tzw. wersy pokoju, które nakazują dobre traktowanie współistnienie z innowiercami, również żyjącymi pod panowaniem islamskim. Te z kolei przeważnie nie odnoszą się do konkretnych wydarzeń, lecz stanowią ogólne wskazania dla muzułmanów. Oczywiście sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, gdyż oprócz samego Koranu ważne są hadisy, czyli komentarze i opowieści o Mahomecie. Te, jak to bywa z doktrynami religijnymi, są nieraz wzajemnie sprzeczne i cieszą się o różnymi stopniami akceptacji w zależności od szkoły, a nawet konkretnego imama.

Muzułmanie są więc bardziej czy mniej pokojowo nastawieni od wyznawców innych religii? Ani jedno, ani drugie. Z Koranu, podobnie jak z Biblii, można wywnioskować zarówno przekaz pokoju, jak i przekaz wojny. Islam jest wbrew pozorom dość pragmatyczną religią i przygotowuje wiernych na obie ewentualności.

Jednak co ważniejsze, musimy pamiętać o tym, że klucz do zrozumienia muzułmanów nie mieści się w teologii, tekście Koranu czy wypowiedziach imamów. Obecne wojny na Bliskim Wschodzie wynikają z wielu złożonych czynników politycznych, społecznych i ekonomicznych, nie z religii. Tak samo jak wcześniejsze setki lat względnego pokoju w tym regionie pod panowaniem Imperium Osmańskiego. Dwie wojny światowe również nie były spowodowane jakąś szczególną, genetyczną czy kulturową, predyspozycją Europejczyków do bezsensownych rzezi.

Zaklinanie w tej czy innej świętej księdze tak ludzkiej skłonności do przemocy, jak i zdolności do wielkoduszności jest typową prostą odpowiedzią na złożone pytanie: jest łatwe, klarowne i całkowicie błędne. W rzeczywistości dogmaty religii czy ideologii, choć ważne, prawie nigdy nie są najważniejszym czynnikiem kształtującym postawy ludzi i społeczeństw. Wszak np. buddyzm nie pozostawia wyznawcom wątpliwości i bezwzględnie nakazuje pacyfizm, traktując nawet produkcję broni jako niegodne zajęcie, ale kraje buddyjskie i tak prowadziły i będą prowadziły wojny. W tej łatwej odpowiedzi tkwi właśnie rdzeń islamofobii. Nie polega ona na krytyce islamu, która często jest słuszna, gdy krytyk faktycznie wie o czym mówi. Islamofobia zaczyna się, gdy traktujemy muzułmanów jako wyjątek od wszystkiego, co wiemy o naturze ludzkiej i sądzić, że możemy ich zrozumieć wyłącznie przez pryzmat uproszczonego pojmowania ich religii. Różnorodność postaw wśród katolików jest oczywista, z kulturą krajów protestanckich mamy do czynienia na co dzień, ale ludzi ze słabo znanego Polakom świata islamu łatwo zredukować do bycia jego przedstawicielami i szukać klucza do zrozumienia ich w stereotypach. Tymczasem, jak wszyscy inni ludzie, kierują się w większości najpierw uczuciami, osobowością, myśleniem i doświadczeniem życiowym, a dopiero potem wersetami.

Zrozumienie różnic i podobieństw między nami to złożony proces, który wymaga zarówno odrobiny rzeczowej wiedzy o samym islamie w jego różnych postaciach i interpretacjach, jak i zwykłej empatii. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

newsweek.pl

 

Oceń artykuł: Rozprawiamy się z mitami o islamie

6

Głosów

Głosowanie
Pozytywnie

2 Lat temu

2

Głosów

Głosowanie
Negatywnie

2 Lat temu

1 możliwych do oddania głosów

jVoteSystem developed and designed by www.joomess.de.

Komentarze  

#1 Anonim 2016-01-14 14:28
"chrześcijan, wychowanych na kulcie męczenników, którzy woleli zginąć z rąk Rzymian" - sugerujecie, że Muzułmanie nie są wychowywani w kulcie męczennictwa?
Różnica między męczennikami chrześcijańskimi a muzułmańskimi jest taka, że ci pierwsi są głównie zabijani za wiarę, a ci drudzy zabijają w imieniu swojej religii.

"Podstęp w sprawach religijnych dopuszczalny jest wyłącznie wobec groźby przemocy" - w dzisiejszych czasach stoicie w obliczu groźby. Sami więc sugerujecie, że to co tu napisane jest kłamstwem

Biedni Muzułmanie byli nawracani siłą. Nie zapominajcie o ludziach, których Islam nawrócił i nawraca mieczem.

Skoro zbrodnie popełniane przez terrorystów nie wynikają z religii, to dlaczego tak wielu zamachowców krzyczy "Allahu akbar" i powołuje się na Koran? To jak twierdzić, że Holokaust w czasie drugiej wojny światowej nie wynikał z ideologii nazistowskiej.
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież