Ropa, pieniądze, wojna. Jak Państwo Islamskie handluje z wrogami

Państwo Islamskie swoją potęgę buduje wcale nie na przemocy i okrucieństwie, ale sprawnie prowadzonym biznesie paliwowym. Żeby zarobić, ropę sprzedaje nawet swoim wrogom.

34-40 tys. baryłek ropy, każda sprzedawana za 25-40 dol., i zysk rzędu 1,5 mln dolarów. Tyle dziennie Państwo Islamskie zarabia na swoim petrobiznesie. I to mimo nalotów antyislamskiej koalicji pod przywództwem USA, rosyjskiej operacji wojskowej i regularnej wojny z siłami rządowymi oraz antyrządowymi rebeliantami.

Sytuacja jest skrajnie kuriozalna - Państwo Islamskie paliwo sprzedaje nawet syryjskim rebeliantom, z którymi chwilę później walczy na śmierć i życie. Choć trudno to sobie wyobrazić, takie są realia syryjskiego konfliktu, który od włączenia się Rosji jest już w zasadzie wojną wszystkich ze wszystkimi. - Ta sytuacja to śmiech przez łzy. Tyle że nie mamy innego wyboru, jesteśmy rewolucją biednych ludzi. Czy ktokolwiek inny oferuje nam paliwo na sprzedaż? - mówi w rozmowie z „Financial Times” jeden z dowódców rebelianckich oddziałów z Aleppo.

Przywódcy Państwa Islamskiego wiedzą o tym lokalnym paradoksie. Wiedzieli od samego początku konfliktu i potrafili go umiejętnie wykorzystać. To właśnie ropa, a nie czołgi, rakiety czy zamachy bombowe od dawna jest źródłem ich potęgi. Bojownicy ISIS opanowali większość bogatych w złoża ropy terenów we wschodniej Syrii. Później zdobyli jeszcze leżące w północnym Iraku miasto Mosul oraz złoża Allas i Ajil w prowincji Kirkuk.

Na przypadkowe działania nie było miejsca. - Kiedy tu przyszli, byli gotowi. Mieli ludzi, którzy zarządzali wszystkim od strony finansowej, a także ekspertów, którzy nadzorowali cały proces wydobycia od strony technicznej - opowiada jeden z irackich szejków spod Kirkuku.

Dzięki temu od razu po podbiciu nowych terytoriów byli w stanie eksploatować tamtejsze złoża ropy i czerpać ze sprzedaży paliwa pieniądze potrzebne na dalszą działalność i rozwój organizacji. Podejście islamistów i osiągane przez nich efekty nie powinny dziwić. To precyzyjnie dopracowany biznesplan.

Złożami ropy zarządza wąska grupa ludzi u szczytu władzy ISIS. Świadomych faktu, że jeśli nie wykorzystają szansy, jaką otwiera przed nimi handel ropą, ich plany utworzenia samozwańczego kalifatu umrą szybciej, niż się narodziły.

Właśnie z tego powodu już na samym początku przyjęli skrajnie wolnorynkową postawę, jeśli chodzi o handel ropą. Na szeroką skalę prowadzili rekrutację na wszystkie stanowiska potrzebne do prowadzenia biznesu paliwowego. Zatrudniali specjalistów do PR-u, HR-u czy marketingu. Ściągali najlepszych inżynierów do nadzorowania pracy kontrolowanych przez nich złóż i rafinerii. Nie robili tego na siłę, ale oferując konkurencyjne stawki i preferencyjne warunki zatrudnienia.

- Obiecali mi, że będę mógł wybrać posadę, która mi odpowiada. Powiedzieli mi też, żebym podał wysokość pensji, jaka mnie interesuje – wspomina Rami (imię zmienione), pracownik branży paliwowej z Syrii, do którego dowódcy ISIS dotarli poprzez aplikację społecznościową WhatsApp. Rami ostatecznie nie przystał na propozycję Państwa Islamskiego i wyjechał do Turcji. Powód? Nie zgadzał się z ideami, które wyznają islamscy radykałowie i nie chciał mieć z nimi nic wspólnego.

To wszystko pokazuje, jak przemyślana jest strategia biznesowa ISIS. Biorąc ją pod uwagę nie może dziwić, że tuż po podbiciu Kirkuku i znajdujących się w tej prowincji złóż byli w stanie wywozić z nich dziennie 150 ciężarówek załadowanych od góry do dołu beczkami z ropą. Każdy samochód wiózł paliwo warte co najmniej 10 tys. dolarów. I chociaż islamscy ekstremiści po dziesięciu miesiącach stracili kontrolę nad prowincją, zdążyli w tym czasie zarobić około 450 mln dolarów.

- Są świetnie zorganizowani, jeśli chodzi o zarządzanie swoim biznesem paliwowym. To sprawa kontrolowana i dokumentowana wyłącznie przez ścisłe kierownictwo ISIS - ocenia na łamach „Financial Times” przedstawiciel jednego z zachodnich wywiadów.

Islamiści natrafiają jednak na oczywiste przeszkody w swojej działalności w branży paliwowej. Rosyjskie i amerykańskie naloty, ciągłe walki z rebeliantami i coraz mocniej wyeksploatowane złoża powodują, że ta żyła złota w niedługiej przyszłości może wyschnąć. Jednak na razie ekstremiści, jak przystało na rasowych biznesmenów, dostosowują się do rynkowych realiów. Sprawdzili, jakie jest zapotrzebowanie na ich ropę w różnych częściach Syrii i Iraku, po czym dostosowali do tego ilość wydobywanego surowca. Tak, żeby nic się nie marnowało.

Biznesmen pracujący niedaleko syryjskiego miasta Aleppo: - Tutaj każdy potrzebuje diesla. Do instalacji wodnych, do celów rolniczych, do prowadzenia szpitali czy po prostu na co dzień. Jeśli diesla nie ma, nie ma tutaj życia. A ISIS doskonale wie, że ropa jest kartą atutową.

newsweek.pl

 

Oceń artykuł: Ropa, pieniądze, wojna. Jak Państwo Islamskie handluje z wrogami

2

Głosów

Głosowanie
Negatywnie

3 Lat temu

0

Głosów

Głosowanie
Pozytywnie

3 Lat temu

1 możliwych do oddania głosów

jVoteSystem developed and designed by www.joomess.de.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież