Albo burka, albo studia

Niemcy zastanawiają się nad wprowadzeniem zakazu noszenia chust i innych muzułmańskich okryć, sprzeciwia się temu jednak konstytucja. Jak powinno się traktować zasłonięte od stóp do głów kobiety w szkołach, sądach czy urzędach?

Niemieckie kasy oszczędnościowe mają ponad 11 tysięcy oddziałów i 50 milionów klientów. "Jesteśmy bliżej ludzi" – głosi ich slogan reklamowy. Owa bliskość ma jednak swoje granice. Doświadczyła tego pewna dwudziestolatka pochodzenia tureckiego, kiedy chciała wejść do oddziału w Neuss. Miała na sobie nikab, zasłonę zakrywająca twarz, jedynie z otworami na oczy. Zanim zdążyła podejść do kasy, drogę zatarasował jej pracownik banku. Wskazał na zakaz zasłaniania twarzy, widniejący przy wejściu w postaci tabliczki z przekreślonym kaskiem motocyklowym.

Klientka zaproponowała, że w osobnym pomieszczeniu zdejmie zasłonę przed kobietą, okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ tego dnia w banku pracowali wyłącznie mężczyźni. Doszło do kłótni, muzułmanka wyszła, niczego nie załatwiwszy. Jej mąż, który urodził się w Niemczech i od wielu lat był klientem tego banku, nie posiadał się z oburzenia, kobieta zaś była zupełnie roztrzęsiona.

Takiego samego zakazu, jaki wprowadzono w kasie oszczędnościowej w Neuss, niektórzy niemieccy politycy domagają się dla całego kraju. W przestrzeni publicznej zabronione ma być zasłanianie twarzy, tak jak to jest już we Francji. – Nietrudno zrozumieć, że burka nie jest odpowiednim elementem ubioru w Niemczech – mówi bawarski minister spraw wewnętrznych Joachim Herrmann (CSU). – Trzeba jedynie zastanowić się, jak tę kwestię uregulować.

Dobre pytanie. Odpowiedź brzmi: prawdopodobnie nie da się tego zrobić. Generalny zakaz zasłaniania twarzy stanowiłby naruszenie wolności religijnej i stałby w sprzeczności z konstytucją – taki jest wynik ekspertyzy Służb Naukowych Niemieckiego Bundestagu. Dopóki ustawa zasadnicza nie zostanie zmieniona, wprowadzenie takiego zakazu jest niemożliwe.

Wolność można ewentualnie ograniczyć – uważa Mathias Rohe, ekspert od spraw islamu – "tam, gdzie ze względu na bezpieczeństwo w miejscu pracy czy ruchu ulicznym konieczna jest możliwość identyfikacji osób, lub tam, gdzie niezbędna jest otwarta komunikacja". Na takie sytuacje już teraz jednak istnieją w Niemczech określone zasady. Na przykład w zdjęciu paszportowym chusta może zakrywać jedynie czoło i uszy. Również przepisy międzynarodowe wymagają, by przynajmniej usta, nos i oczy pozostały widoczne. Podczas kontroli na lotniskach policja może zażądać, by kobieta zdjęła zasłonę. Robi to w osobnym pomieszczeniu w obecności funkcjonariuszki.

Sędziowie dają sobie radę z nikabami

W podobny sposób odbywają się kontrole przy wejściu do sądów. Również w sali sądowej oskarżone lub kobiety występujące w roli świadków powinny mieć odsłonięte twarze. Jednoznacznych przepisów w tej kwestii jednak nie ma. Bawarski minister Winfried Bausback (CSU) sprawiedliwości chciałby więc "pewności i jasności prawnej" oraz państwowych regulacji, tak by "osoby uczestniczące w postępowaniu sądowym nie mogły ani całkowicie, ani też częściowo zasłaniać twarzy". W praktyce sędziowie już teraz potrafią sobie z tym radzić, dając kobietom odczuć, że zasłanianie twarzy będzie działało na ich niekorzyść.

Kiedy pewna muzułmanka z Frankfurtu nad Menem zaskarżyła odebranie jej zasiłku dla bezrobotnych, ławnicy wezwali ją, by pokazała twarz. Odmowa podziałała na jej niekorzyść, skarga została oddalona. W innym przypadku monachijski sędzia sądu rejonowego uznał występującą jako świadek kobietę, która nie chciała zdjąć zasłony, za mało wiarygodną. Zaś wiosną 2011 roku inna muzułmanka z powodu swojej zasłony trafiła nawet na wiele tygodni do więzienia. Nakaz aresztowania miał zostać uchylony pod warunkiem, że kobieta pojawi się na rozprawie. Kiedy przyszła zasłonięta od stóp do głów, sędzia potraktował to tak, jak gdyby w ogóle się nie stawiła. Dopiero gdy jej adwokatka wystarała się o fatwę, opinię prawną wydana przez muftiego, według której zdjęcie nikabu przed organami sprawiedliwości okazało się dozwolone, kobieta zgodziła się pokazać twarz.

Również uczennicom i studentkom już teraz można zabronić noszenia zasłon na twarzy. W 2013 roku młoda muzułmanka na rozmowie kwalifikacyjnej w państwowym technikum w Bawarii miała jedynie chustę, na lekcje przyszła już jednak w nikabie. Kiedy dyrekcja cofnęła zgodę na jej uczęszczanie do tej szkoły, dziewczyna wniosła sprawę do sądu. I przegrała, ponieważ zasłona na twarzy została uznana za "obiektywną przeszkodę w nauce". Uczennicy nie można było zidentyfikować, brakowało możliwości pozawerbalnej komunikacji za pomocą mimiki i gestów, co umożliwia "interakcje społeczne w klasie". Poza tym jej głos był słabo słyszalny, zaś podczas doświadczeń chemicznych czy fizycznych istniało niebezpieczeństwo odniesienia obrażeń.

Znany był również przypadek studentki kierunku nauczycielskiego, która pod naciskiem władz uczelni zgodziła się przychodzić na wykłady i seminaria bez zasłony, potem jednak w ogóle się już nie pojawiła. Niezauważona przez opinię publiczną pozostała natomiast młoda muzułmanka, która ubrana w burkę zakrywającą cale ciało, studiowała przez kilka lat na uniwersytecie w Bochum i uzyskała licencjat z islamistyki. Uczelnia przyjęła ją pod warunkiem, że podczas egzaminów będzie uchylać zasłonę, tak by pracownica uniwersytetu mogła potwierdzić jej tożsamość.

– Studentka ta była aktywna i dość ekstrawertyczna – mówi Stefan Reichmuth, jeden z jej profesorów. Dlatego też nie było żadnych problemów z jej zrozumieniem czy rozpoznaniem w tym okryciu. Potem jednak uniwersytet wydał nowe wytyczne dotyczące zajęć. Gdy w 2014 roku muzułmanka, która zamierzała właśnie rozpocząć studia magisterskie, została postawiona przez wyborem: burka albo dalsza nauka, wybrała burkę.

Wyraz sprzeciwu wobec wartości świata Zachodu

Również w urzędach muzułmańskie ubiory sprawiają niekiedy kłopoty i większość niemieckich landów wprowadziła tu przynajmniej określone ograniczenia. Szczelne zakrywanie całego ciała może być zrozumiane "jako wyraz sprzeciwu wobec wartości świata Zachodu" i "zagrażać neutralności" – stwierdzono w okólniku heskiego ministerstwa spraw wewnętrznych.

Pochodząca z Maroka pracownica wydziału spraw obywatelskich we Frankfurcie po urlopie macierzyńskim zamierzała wrócić do pracy, ale w burce. Władze miasta sprzeciwiły się tym planom. - Chcemy widzieć twarze naszych pracowników – stwierdził ówczesny szef działu kadr Markus Frank (CDU). Kobieta odeszła z firmy, jak stwierdzono, "dobrowolnie".

Także od matek wolno zażądać, by odsłaniały twarze, przychodząc do szkoły czy przedszkola. Pewna szkoła podstawowa w Essen zakazała matce przekraczania jej progów w nikabie i dodała stosowny passus do swego regulaminu. Gdzie indziej matki w ubiorach zasłaniających je od stóp do głów muszą przynajmniej dać się rozpoznać wychowawczyni, gdy przychodzą odebrać dziecko.

We Francji przed wprowadzeniem zakazu zakrywania całego ciała miał miejsce uliczny incydent. Policjant zatrzymał kobietę, która zasłonięta nikabem, prowadziła samochód, i wlepił jej mandat w wysokości 22 euro. Ta uznała to za dyskryminację i cała sprawa wywołała szeroką debatę, która doprowadziła w końcu do wydania generalnego zakazu noszenia jakichkolwiek zasłon na twarzy w przestrzeni publicznej – w szkołach, urzędach, środkach komunikacji, szpitalach czy muzeach.

Ten jednak, kto spodziewał się, że dzięki temu zmniejszy się zjawisko szczelnego zakrywania ciała, musiał się rozczarować. Liczba kobiet noszących burki czy nikaby w ostatnich pięciu latach prawie się nie zmieniła. Wynosi ona około 2 tysięcy – oceniają eksperci, wiele owych muzułmanek to dwudziesto-, trzydziestolatki, które niedawno zmieniły wyznanie. Przypadków karania grzywną za niedopełnienie zakazu jest około 400 rocznie – również ten wskaźnik od dawna pozostaje na stałym poziomie.

W Niemczech samo tylko zabronienie burki niczego by nie załatwiło, bo tutaj nikt chyba jej nie nosi. Nikabem według szacunków zasłania twarz kilkaset niemieckich muzułmanek. Do tego w miastach z wytwornymi handlowymi ulicami, takich jak Monachium, dochodzą jeszcze turystki z krajów arabskich.

W debacie chodzi jednak nie tyle o liczby czy wagę takiego zakazu, co o jego siłę symboliczną. To widać także we Francji, gdzie na wielu plażach zabrania się noszenia burkini (kostium kąpielowy muzułmańskich kobiet, odsłaniający jedynie stopy, dłonie i twarz – przyp. Onet). - Nie jest to zjawisko z dziedziny mody – stwierdził premier Manuel Valls – lecz projekt polityczny, plan stworzenia przeciwstawnego społeczeństwa, którego podstawą jest podporządkowana rola kobiety.

W kasie oszczędnościowej w Neuss szukano nie wielkich słów, lecz praktycznego rozwiązania. W rozmowie wyjaśniono muzułmańskiej parze, że nie chodzi tu o uprzedzenia religijne, lecz o przepisy bezpieczeństwa obowiązujące wszystkich klientów – dlatego też tablica ze znakiem zakazu nie przedstawia nikabu. – W czasie karnawału chcą tu wejść ludzie w maskach klauna, lecz również to jest oczywiście niemożliwe – mówi rzecznik Stephan Meiser.

Ustalono, że w przyszłości muzułmanka wybierze się do głównej siedziby banku i zapowie wcześniej swoją wizytę. Będzie czekała na nią urzędniczka, która zaprowadzi ją do osobnego pomieszczenia, gdzie kobieta będzie mogła zdjąć zasłonę. Potem razem udadzą się do kasy. Od tamtej pory problemy się skończyły. – Dzięki Bogu wszystko jest już dobrze – stwierdza rzecznik Meiser.

onet.pl

 

Oceń artykuł: Albo burka, albo studia

4

Głosów

Głosowanie
Negatywnie

10 Miesięcy temu

2

Głosów

Głosowanie
Pozytywnie

10 Miesięcy temu

1 możliwych do oddania głosów

jVoteSystem developed and designed by www.joomess.de.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież