Żona terrorysty. Dlaczego Europejka żyła wśród dżihadystów?

Co takiego przyciąga Europejczyków, którzy wstępują w zbrojne szeregi dżihadystów? Co przyciąga Europejki, które wychodzą za mąż za ekstremistów? Odpowiedzi na te pytania znajdują się w opartej na faktach książce "Żona terrorysty". Dla naszych czytelników mamy kilka egzemplarzy.

"Żona terrorysty" to opowieść o młodej Szwedce Annie Sundberg z zamożnej dzielnicy willowej w Halmstad, która przyłączyła się do międzynarodówki dżihadystów i pozostała z nimi przez szesnaście lat.

Bohaterka książki dziś jest nauczycielką, działaczką związkową i ekspertką w sprawach oświaty. Jej relacja jest unikatowym dokumentem życia z niebezpiecznym terrorystą i szczegółowym opisem codzienności radykalnych islamistów.

"Żona terrorysty" powstała przy współpracy Anny Sundberg z dziennikarzem i pisarzem Jesperem Huorem.

Dla naszych czytelników wraz z wydawnictwem Czarna Owca przygotowaliśmy konkurs. Aby móc zdobyć jedną z książek autorstwa wspomnianego duetu, wystarczy zmierzyć się z niżej przedstawionym pytaniem. Wcześniej tradycyjnie polecamy lekturę fragmentu książki.

Przeczytaj fragment "Żony terrorysty"

Dziś tamten pierwszy okres spędzony z Walidem wydaje się przynależeć do bardzo odległej przeszłości.

Nie bardzo rozumiem, jak mogłam dać się do tego stopnia zmanipulować i zdominować. Ale tak było. Sama mu na to pozwoliłam. Nikt mnie nie zmuszał.

Rodzice zachowali list, który do nich wtedy napisałam. Kiedy go dzisiaj czytam, uderza mnie brzmiąca w nim radość i beztroska:

Kochani!

Ja nie zwariowałam. Spotkałam Boga. Niektórym ludziom przydarza się to późno, innym wcześnie, a czasem nie zdarza się w ogóle. Jestem Mu za to wdzięczna i szczęśliwa.

Moje nowe życie jest zupełnie inne od dotychczasowego, ale nie jest trudne, bo wiem, że taka jest Prawda. Walid jest dobrym i pobożnym muzułmaninem, chcemy spędzić razem życie. Jest godzien miłości, więc spróbujcie odrzucić podejrzenia, "chociaż jest Arabem".

Wiecie, jak bardzo szukałam czegoś odpowiedniego dla siebie, dziś jestem w głębi serca przekonana, że to islam.

Mieszkamy na sześćdziesięciu siedmiu metrach kwadratowych, w dwóch pokojach z kuchnią i dużą łazienką, mamy pralkę i suszarkę. Nie żyję w biedzie. Nie zginę w mrokach średniowiecza. Pozostanę tą samą myślącą osobą, co zawsze. Natomiast moje życie będzie ściśle regulowane przepisami Koranu i sunny.

Proszę, zaufajcie mi. Czuję się dobrze. Nie piję alkoholu i nie palę. Nawet nie odczuwam takiej potrzeby. No, może chciałabym się czasem sztachnąć... Walid też chce rzucić palenie, ale ciągle kupuje małe opakowania marlboro, nad czym sam ubolewa. Zgaduję, że jesteście przerażeni, ale mogę na to powiedzieć tylko: Don’t worry, be happy.

Całuję i salam alejkum, Anna

PS Od dwóch dni mam muzułmańskie imię: Hind.

interia.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież