Hege Storhaug: „Islam to nowy totalitaryzm”

Im więcej Islamu w Europie, tym silniejsza skrajna prawica. Ten totalitaryzm jest zagrożeniem dla naszego stylu życia, wolności i naszych wartości: równości płci, wolności słowa, wolności wyznania, już nie mówiąc o prawie do bycia ateistą – uważa Hege Storhaug, norweska feministka i działaczka społeczna, autorka wydanej niedawno w Polsce książki „Islam. Jedenasta plaga”.

NEWSWEEK: Co to znaczy, że Islam jest „jedenastą plagą”?

HEGE STORHAUG: Z tym tytułem wiążę się pewna historia. Dziewięć plag jest opisanych w Starym Testamencie. Dziesiątą plagą zostało nazwane chrześcijaństwo – w 1933 r. norweski poeta Arnulf Øverland wygłosił manifest pod tytułem „Chrześcijaństwo. Jedenasta plaga”. Stanął za to przed sądem oskarżony o bluźnierstwo, ale ostatecznie go uniewinniono. Øverland był zresztą zagorzałym krytykiem faszyzmu i komunizmu. Zatytułowałam tak swoją książkę, bo Islam to nowy totalitaryzm, który rośnie w siłę zwłaszcza na Zachodzie Europy. Ten totalitaryzm jest zagrożeniem dla naszego stylu życia, wolności i naszych wartości: równości płci, wolności słowa, wolności wyznania, już nie mówiąc o prawie do bycia ateistą. Muszę jednak wyraźnie powiedzieć: ja w tej książce nie mówię o muzułmanach. Książka jest o nowej totalitarnej ideologii w Europie, podobnej do komunizmu i faszyzmu. Wy w Polsce doskonale wiecie, o czym mówię.

Nie dostrzegasz w tym mowy nienawiści? Wystąpienia antyimigranckie są coraz częstsze. Nazywanie Islamu jako całości „11. plagą” nie pomaga.

Nie toleruję mowy nienawiści. Uważam ją za coś obrzydliwego – niczego dobrego nie przynosi, za to jest przejawem braku argumentów. Ale w twierdzeniu, że Islam jako system polityczny jest dla nas zagrożeniem, nie ma niczego kontrowersyjnego. Przecież zgadzają się co do tego nawet eksperci od spraw międzynarodowych z Europy Zachodniej. Z badania przeprowadzonego w sześciu europejskich państwach wynika, że tylko 4 proc. chrześcijan można określić mianem fundamentalistów. To i tak za dużo, powinno być ich zero! Ale w przypadku muzułmanów to 44 proc.

Wiem, że niektórzy chcieliby rozmyć tę dyskusję, np. używając argumentu o kolorze skóry. Religia nie ma jednak nic wspólnego z kolorem skóry. Islam jest najczęstszym wyborem wśród Europejczyków, którzy dzisiaj zmieniają wyznanie. Nie ma więc nic wspólnego z etnicznym pochodzeniem. Podkreślam: pierwszymi ofiarami tego „nowego totalitaryzmu” są sami muzułmanie! Ci, którzy chcą korzystać z wolności świata Zachodu. Jeśli chcesz bronić „dobrych muzułmanów” – musisz być świadom zagrożeń wynikających z islamistycznej ideologii, o której piszę. To będzie tak naprawdę działanie „muslim friendly”.

Piszesz o „no go areas” w niektórych miastach. Czytam czasem mrożące krew w żyłach doniesienia o tych miejscach. A potem: reality check, jadą tam dziennikarze, rozmawiają z miejscowymi. Okazuje się, że to bzdura.

Prawda jest gdzieś pośrodku. Dziennikarze norweskiego publicznego kanału telewizji musieli z takiej strefy uciekać, zostali fizycznie zaatakowani. A więc to się zdarza. W Szwecji policja mówi, że ma 55 stref, w których działanie służb jest bardzo trudne. Zdarza się, że nawet strażacy są tam atakowani. We Francji lokalne władze mówią o „straconych terytoriach”. To oznacza, że ludzie tam żyjący nie chcą mieć z Francją nic wspólnego – kiedy pojawi się tam policja, atakują ją. 10 lat temu nikt w Szwecji nie słyszał o taki problemie.

Wstęp do polskiego wydania Twojej książki napisał Piotr Ibrahim Kalwas, polski muzułmanin, konwertyta. Chwali Cię za napisanie tej książki, ale też dość mocno krytykuje. Pisze, że Islam ma różne oblicza, także to łagodne i piękne, jak na przykład sufizm – a Ty skupiasz się na krytykowaniu Islamu jako całości. Nie piszesz o islamskich heretykach, reformatorach i buntownikach.

Myślę, że on nie do końca zrozumiał, co miałam na myśli. Wyraźnie napisałam, że jest wiele sposobów praktykowania Islamu. Pokazuję moich muzułmańskich przyjaciół – ludzi kochających wolność, tak w Pakistanie, jak i w Norwegii. Jasne, że mogłam napisać inną książkę. Ale to jest książka-ostrzeżenie przed ideologią, nie chodzi w niej o duchowość, ale o politykę. Zaś większość europejskich polityków udaje, że nie dostrzega problemu. Robią tak, „bo to zbyt ryzykowny temat”.

Dalej Piotr Kalwas: „Hege pisze o grzechach i zbrodniach współczesnych islamistów, ale nie umieszcza ich w kontekście straszliwych zbrodni, które na muzułmanach popełniali europejscy kolonizatorzy”.

Tak, mogłam napisać także o tym. Ale w tej książce jest wystarczająco dużo informacji. Pan Kalwas być może powinien napisać własną. Dlaczego nie dyskutować o kolonizacji dokonanej przez Arabów, którzy w sto lat zdołali rozprzestrzenić się od Półwyspu Iberyjskiego po Indie. Ciekawe, jak to zrobili? Podpowiem: Islam nie rozprzestrzeniał się poprzez słowo, ale był szerzony mieczem. Muzułmańscy liderzy nigdy za to nie przepraszali. My na nasze podboje przepraszaliśmy.

Dzisiejsi muzułmanie powinni przepraszać za zbrodnie swoich przodków?

Dokładnie tak, jak my to zrobiliśmy. Ale nie robią tego, ponieważ uważają, że Islam jest potęgą.

To jeszcze jeden wyimek ze wstępu Kalwasa: „Przeszkadza mi cytowanie różnych hadisów i przypowieści traktujących o okrucieństwie Mahometa i jego towarzyszy, a nie mających żadnego umocowania w faktach historycznych”.

Pan Kalwas ma zdaje się pewien problem ze źródłami. Hadis to opowieść o tym, co Mahomet zrobił i powiedział. Zostały zebrane przez muzułmańskich uczonych w pierwszych wiekach po jego śmierci. Pan Kalwas powinien więc krytykować tych uczonych, a nie mnie, gdy ich cytuję. Rozumiem jednak, że nie jest łatwo przyznać, że Prorok był wojownikiem, zabójcą i politycznym przywódcą, który wyrządził wiele okrucieństw.

Tą książką mówisz: jesteśmy zagrożeni, uważajcie. Ale nie dajesz odpowiedzi, co zrobić.

W innych książkach na ten temat zawsze dawałam politykom zestaw gotowych rozwiązań. Tym razem tego nie zrobiłam, bo liczyło się nakreślenie obrazu Islamu jako politycznego systemu funkcjonującego w Europie. Daję więc tylko podpowiedzi. Po pierwsze, musimy kontrolować meczety. Jasne, jest wielu muzułmanów, którzy nie żyją prawem szariatu. Ale to nie oni rządzą w meczetach. Nie wszyscy muzułmanie są ekstremistami, ale jeśli już są, to trzeba ich szukać właśnie w meczecie. Moi znajomi z Pakistanu nigdy nie chodzą do meczetu – bo tam rodzi się ekstremizm. Nie rozumieją, że my w ogóle pozwalamy na meczety na Zachodzie. Kolejna rzecz to demografia. Jeśli nie zatrzymamy łodzi na Morzu Śródziemnym, jeśli Erdogan otworzy granice – za kilka lat będziemy mieć poważniejszy problem.

Chcesz zawracać uchodźców? Chcesz kolejnych tonących dzieci?

W Unii nie rozmawia się o jednej ważnej rzeczy: nie ma niczego humanitarnego w przemyśle przemytniczym, który zajmuje się szmuglowaniem ludzi do Europy. Nie wiemy, ile kobiet i dzieci jest gwałconych na tych łódkach jeszcze zanim wyruszą. Lepsza byłaby budowa centrów uchodźczych na wybrzeżu Afryki, na Bliskim Wschodzie i w Azji. By ludzie znajdowali tam schronienie, opiekę i edukację. A ci, którzy uciekają z powodów politycznych, mogą starać się o azyl w Europie. To lepsze rozwiązanie niż przyjmowanie imigrantów ekonomicznych.

Naprawdę nie stać nas na przyjmowanie ludzi uciekających przed wojną?

Pytanie, ilu ludzi możesz przyjąć do domu, zanim runie. Trzeba się zastanowić, czy o to chodzi w byciu dobrym, odpowiedzialnym człowiekiem. Za te same pieniądze, które dzisiaj wydajemy na imigrantów tutaj, możemy pomóc wielu więcej ludziom tam na miejscu.

Piszesz, że rosnący w siłę Islam w Europie oznacza rządy skrajnej prawicy.

Ludzie stają się sfrustrowani. Widzą problemy, które nie są rozwiązywane, o których się nawet nie rozmawia. Powszechne staje się także zaprzeczanie oczywistym faktom. To daje paliwo obydwu stronom sporu – prawicowym i lewicowym ekstremistom. Jeśli nie zaczniemy o tym mówić, politycy nie zaczną działać, ludzie zaczną zwracać się w stronę ekstremizmu. Czeka nas jeszcze więcej wewnętrznych konfliktów.

To chyba dość niezwykłe – krytykować Islam, a jednocześnie postrzegać samą siebie jako człowieka lewicy, feministkę, może nawet socjalistkę…

Ja pracuję na tym polu od 25 lat. Zaczęłam, bo byłam przekonana, że wszystkie kobiety i dziewczęta – bez względu na pochodzenie – mają takie samo prawo do ochrony i godności. Tak, określałam siebie jako lewaczkę. Byłam młoda, nie rozumiałam polityki. Dzisiaj nie jestem ani lewicowa, ani prawicowa, ani centrowa. Pracuję dla sprawy.

Co się wydarzyło w latach 90.?

Napisałam wtedy książkę „Święta siła”. Młode norweskie muzułmanki opowiedziały mi wstrząsające historie, jak siłą były zmuszane do małżeństwa, pozbawiane wolności, ich życie było całkowicie kontrolowane. W historii Norwegii mieliśmy te same problemy z małżeństwami aranżowanymi wśród najbogatszych rodów – młode dziewczyny były wbrew swej woli wydawane za mąż za kuzynów, by nie dopuścić do podzielenia majątku. W latach 50. XIX wieku wyszła pierwsza książka na ten temat – przez trzy dekady z okładem była zakazana. Zmiany społeczne były trudne, wymagały protestów i silnego ruchu feministycznego. W końcu udało się rozbić system i dać ludziom wolność.

Powinno być więc łatwo „rozbić system” w społeczności muzułmanów.

Przez kilkadziesiąt lat Norwegowie zdążyli zapomnieć, że taki problem w ogóle istniał. Więc kiedy w latach 90. wydałam tę książkę, nagle feministki i liberalni politycy zaczęli bronić aranżowanych małżeństw. „Kim jesteśmy, żeby mówić, że aranżowane małżeństwa nie są dobre?”, „jeśli to kwestia ich tradycji i kultury, to co nam do tego?”. To był dla mnie szok. Jak możecie mówić to młodym muzułmankom, które urodziły się w Norwegii i chcą tych samych wolności, chcą same decydować, z kim spędzą życie! Wydawało mi się, że wystarczy położyć na stole wszystkie informacje, a politycy zaczną działać. Nie zaczęli.

Dlaczego?

Winna jest poprawność polityczna. To jedna ze słabości naszej demokracji. Żeby ponownie dostać poselski mandat, musisz mówić odpowiednie rzeczy. Gdyby w latach 90. ktoś otwarcie wystąpił przeciw aranżowanym małżeństwom wśród muzułmanów, zostałby oskarżony o rasizm, bo to „brak szacunku dla innej tradycji”.

Tuż po wydaniu tamtej książki miałam spotkanie z szefową partii socjalistycznej. Opowiedziałam jej te wszystkie wstrząsające historie o przemocy, obrzezaniu kobiet. Ona zadawała mądre pytania, więc gdy wychodziłam z parlamentu byłam przekonana, że „socjaliści zrozumieli”. Potem spotkałam się z jedną z szefowych partii rządzącej – Partii Pracy. Gdy wychodziłam, powiedziała: musisz wiedzieć, że jeśli ktoś z partii postępowej wyjdzie z jakimś wnioskiem w tej sprawie – wszyscy będziemy przeciwko. O mało nie zemdlałam. Przecież rozmawialiśmy o zdrowiu i życiu młodych ludzi!

Na czym polegały Twoje propozycje?

Proponowałam małe rzeczy: informowanie młodych ludzi, jakie mają prawa, jak szukać pomocy w razie wywiezienia przez rodzinę do kraju pochodzenia. Proponowałam też stworzenie domów pomocy dla tych, którzy będą musieli uciec od rodziny. Ostatecznie te wszystkie rzeczy powstały, ale zajęło to zbyt wiele czasu.

A dzisiaj…

Nadal walczę z obrzezaniem kobiet – to jest barbarzyństwo, przed którym wciąż niewystarczająco chronimy dziewczęta. Dzisiaj na szczęście nikt nie mówi, że obrzezanie dziewczynek to „kwestia kulturowa”. Jeśli coś takiego powiesz w Norwegii, jesteś skończony. Ale coraz mniej zajmuję się indywidualnymi historiami, wydaje mi się, że wykonałam tam swoją pracę. Dzisiaj zagrożone są już nie tylko wolności osobiste członków mniejszości, ale także nasza demokracja. Muzułmańscy liderzy muszą sami sobie zadać pytanie, jak odnoszą się do Mahometa jako wojownika i politycznego lidera. Czy są gotowi traktować jego postać jako część historii, przeszłości, która nie ma nic wspólnego z obecnymi czasami. Poza tym musimy przestać sponsorować religijny fundamentalizm.

Kiedy mowa o fundamentalizmie – sporo można go też znaleźć w chrześcijaństwie. Istnieją grupy, które chcą ograniczać wolność kobiet.

To prawda, ale porównywanie tego do fundamentalizmu islamskiego – religii, która chce być prawem, która chce decydować o każdym najmniejszym aspekcie życia społecznego – to nieporozumienie.

Krytykuję papieża, katolicyzm, ich idiotyczne podejście do antykoncepcji, do gejów, do kobiet. Ale oni idą w końcu w dobrym kierunku. Teraz w podobnym kierunku musi pójść Islam. Wspominałam Arnulfa Øverlanda – on otworzył, a właściwie wyważył drzwi norweskiego Kościoła, by można było go krytykować. Teraz coś podobnego musimy zrobić z meczetami.

Islamski Marcin Luter? Jakoś tego nie widzę…

Islam niestety nie miał dotąd Marcina Lutra, a ktoś taki bardzo by się przydał. Trudno będzie jednak zreformować Islam. W chrześcijaństwie możesz odwołać się do Jezusa – pierwszego hippisa, człowieka apolitycznego, zwalczającego przemoc. Mahomet to polityczny przywódca, wojownik i symbol siły.

Dodatkowo, sytuacja społeczna większości muzułmańskiego świata to katastrofa – nierozwijające się, pełne przemocy państwa bez perspektyw. Bliski Wschód jest na krawędzi upadku. Co się stanie z tamtejszym Islamem? Nie chcę nawet przewidywać. Ale może musi po prostu upaść, by powstało coś nowego, lepszego.

newsweek.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież