„Polacy, dlaczego nie wybudujecie u nas fabryki traktorów?”

„Niestety Europejczycy myślą, że cały Irak jest niebezpieczny, a to w przypadku Nadżafu nieprawda. Na przykład Polacy, dlaczego nie zainwestujecie u nas? Macie w Iraku świetną renomę, bo zbudowaliście tu tyle rzeczy” - mówi AlJasiri, bohater najnowszej książki Witolda Repetowicza „Allah Akbar. Wojna i pokój w Iraku” .

Nie sposób zrozumieć tego kraju bez wizyty w najświętszych miejscach szyitów, którzy stanowią co najmniej połowę mieszkańców Iraku. Nadżaf i jego bliźniacze miasto Kufa, a także Karbala to najważniejsze szyickie miasta, do których rocznie pielgrzymują miliony wiernych. W Nadżafie wznosi się mauzoleum imama Alego, tu też swą siedzibę ma iracka hauza, czyli coś w rodzaju połączenia szyickiego seminarium duchownego z synodem. W sąsiedniej Kufie znajduje się jeden z najstarszych meczetów, uważany przez szyitów za czwarte (po Mekce, Medynie i Jerozolimie) najważniejsze miejsce islamu. Tam też mieści się Uniwersytet Islamski, mający renomę najistotniejszej uczelni religijnej w Iraku. Z kolei Karbala to miejsce, w którym spoczywa imam Husajn, a także jego przyrodni brat – Abbas Ibn Ali.

Szyickie południe – choć tu jest i dusza Iraku, i jego skarbiec – zwykle jest ignorowane przez tych, którzy malują czarny obraz tego kraju i za wszelką cenę chcą udowodnić, że cały Irak po upadku Saddama spłonął i zostały jedynie zgliszcza.

Irak składa się z 19 prowincji. Cztery z nich – Irbil, Sulajmanijja, Halabdża i Dahuk, w których mieszka 15 procent mieszkańców – tworzą całkowicie bezpieczny Region Kurdystanu. Bagdad, który mimo licznych zamachów bombowych nie przypomina jednak ruiny, zamieszkuje około 21 procent irac­kiej populacji. W pięciu prowincjach, w których toczyła się wojna z Państwem Islamskim (Niniwa, Salah ad-Din, Anbar, Dijala i Kirkuk) mieszka 27 procent Irakijczyków. Rachunek zatem jest prosty: ta ignorowana część Iraku, której obraz nie pasuje do stereotypu, to 37 procent irackiej populacji. To również Basra, największy port i najbogatsze po Bagdadzie miasto Iraku. W prowincji Basra znajduje się około 60 procent irac­kich rezerw ropy (a na całym szyickim południu – 72). Fakt – tu też miała miejsce aktywność terrorystyczna. W ciągu trzech lat 2015–2017 zdarzył się dokładnie jeden zamach. W kwietniu 2016 roku w eksplozji spowodowanej przez terrorystę samo­bójcę zginęło w Basrze pięć osób. Natomiast gdy w końcu lutego 2018 roku odbywał się towarzyski mecz piłki nożnej Irak – Arabia Saudyjska, mimo że nie wszyscy spośród stu tysięcy widzów zmieścili się na sześćdziesięciopięciotysięcznym stadionie w Basrze, nie wybuchła ani jedna bomba i nie było żadnego incydentu zagrażającego bezpieczeństwu. Ci, którzy nie weszli do środka, oglądali mecz na telebimach przed stadionem. Równie „często” bomby wybuchają w Karbali czy Nadżafie.

Wojna w Syrii to trzecia wojna światowa, tyle że „w kawałkach”

 –   Bezpieczeństwo w Nadżafie to dla nas priorytet, bo rocznie przybywa tu około dwudziestu czy dwudziestu pięciu milionów pielgrzymów. Ale sytuacja jest stabilna, współpracujemy też z innymi prowincjami oraz z Ministerstwem Obrony, zwłaszcza jeżeli chodzi o kontrolę pustyni. Codziennie podlega ona monitoringowi – mówił mi w marcu 2016 roku nadżafski gubernator Luaj alJasiri, który sam wcześniej był oficerem bezpieczeństwa. – Co prawda obecność stu tysięcy uchodźców na terenie naszej prowincji jest dużym wyzwaniem, gdyż odnotowaliśmy już próby przenikania do miasta terrorystów udających uchodźców, ale radzimy sobie z tym. I wojna z Daesz nie spowodowała spadku liczby pielgrzymów, wręcz przeciwnie.

Dla Nadżafu pielgrzymi to nie tylko kwestia religijna, ale i ekonomiczna. Wokół świątyni roi się od mniejszych lub większych hoteli, a niska zabudowa nie jest związana z brakiem inwestorów, lecz z tym, że w pobliżu mauzoleum imama Alego żaden budynek nie może być zbyt wysoki – żeby nie zasłaniać świątyni. Gubernator ubolewał jednak, że do Nadżafu nie garną się inwestorzy z Europy.

 –   Niestety Europejczycy myślą, że cały Irak jest niebezpieczny, a to w przypadku Nadżafu nieprawda. Na przykład Polacy, dlaczego nie zainwestujecie u nas? Macie w Iraku świetną renomę, bo zbudowaliście tu tyle rzeczy. Dlaczego nie wybudujecie u nas fabryki traktorów? Damy wam ziemię, zwolnimy z podatków, zapewnimy pełne bezpieczeństwo i jeszcze będziecie mieć dostęp do portu w Basrze, skąd można eksportować na całą Azję i Afrykę – zachęcał AlJasiri. Nie ukrywał również, że Nadżaf potrzebuje cudzoziemców jeszcze w jednym charakterze. – Teraz mamy tu około półtora tysiąca imigrantów, a to za mało jak na nasze potrzeby. Są pewne prace, których Irakijczycy nie wykonują, więc Bagdad musi zmienić prawo, żeby ułatwić migrantom azjatyckim przyjazd do pracy tutaj – stwierdził.

Grupa Wagnera i inni. Tajemnice rosyjskich najemników

W tym samym dniu w jednym ze sklepów rozmawiałem z pracującym tam trzydziestoletnim Hasanem, który przyznał, że przedostał się do Europy jako uchodźca.

 –   To było straszne, głodowałem, żebrałem na ulicy, w końcu udało mi się skontaktować z krewnymi w Iraku, którzy zebrali dla mnie pieniądze na powrót – zwierzył się.

Do Nadżafu przybywali gastarbeiterzy z południowej Azji, Irakijczycy szli do Europy jako uchodźcy, a uciekinierzy z Niniwy wegetowali w namiotach, narzekając na brak pracy i pieniędzy.

W Nadżafie byłem czterokrotnie. Po raz pierwszy przyjechałem w maju 2015 roku i oczywiście od razu udałem się do mauzoleum imama Alego. Szyici wierzą, że spoczywają tu też praojciec Adam oraz Noe.

Pozłacana cebulasta kopuła zakryta była rusztowaniem, ale również kapiący złotem główny liwan połyskiwał w słońcu. Liwan to element architektoniczny tworzący bramę, charakterystyczny dla meczetów w irańskim kręgu kulturowym. Stosowali go jednak w swoich budowlach, zwłaszcza pałacach, już Partowie. Ruiny najstarszego liwanu pochodzą z pierwszego wieku naszej ery. Wygląda jak gigantyczna nisza o łukowatym sklepieniu i z drzwiami w środku.

Mauzoleum imama Alego zostało zbudowane w X wieku, ale obecny jego kształt i bogate dekoracje pochodzą z XVI–XVII wieku. W porównaniu do irańskich świątyń, w szczególności mauzoleum imama Rezy w Meszhedzie, kompleks w Nadżafie sprawia wrażenie niezbyt wielkiego. Pod rządami sunnickimi, zwłaszcza za czasów partii Baas, szyici iraccy nie mieli ani takich środków, ani też możliwości, jakimi dysponowali ich współwyznawcy w Iranie, gdzie szyizm jest religią panującą od XVI wieku.

Na wewnętrzny dziedziniec świątyni można się dostać przez jedną z pięciu bram, oczywiście wcześniej zostawiwszy obuwie w specjalnej szatni oraz przeszedłszy kilkukrotnie kontrolę na checkpointach ustawionych na wszystkich drogach prowadzących do mauzoleum. Najważniejsza jest brama wschodnia, zwana zegarową, gdyż wieńczy ją prostopadłościenna wieża z czterema zegarami z każdej strony. Przechodząc przez nią, wychodzi się na wprost złocistego liwanu z bramą w środku. Na wewnętrznym dziedzińcu, pokrytym czerwonymi dywanikami, zawsze jest tłoczno. To miejsce, w którym pielgrzymi odpoczywają, jedzą, śpią, śpiewają, rozmawiają. Meczet nie służy bowiem wyłącznie do modlitwy.

Studenci przychodzą do tych części jego wnętrz, w których jest mniej tłoczno i gwarno, by się uczyć do egzaminów. To całkowicie normalny widok, gdyż w środku jest chłodniej, a sąsiedztwo grobu imama może jedynie sprowadzić meta­fizyczną pomoc w postaci błogosławieństwa.

Przy wejściu do miejsca, w którym znajduje się grobowiec, zaczyna się żywioł. Wierni, oczywiście kobiety i mężczyźni oddzielnie, kłębią się, zaczynają wpadać w trans, szlochają, całują drzwi, wycierają je swoimi chustami, by nałożyć na siebie płynące zeń błogosławieństwo, wreszcie rzucają się do krat grobowca – kurczowo je trzymają, podnoszą swe dzieci, żeby mogły dotknąć emanującej świętością obudowy, za którą jest ich ukochany imam, najważniejszy człowiek po proroku. Szyici w szahadzie, czyli islamskim wyznaniu wiary, dodają po słowach „Nie ma boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem” dodatkową frazę: „a Ali jego zastępcą”. Opowieści o narodzinach i życiu Alego pełne są cudów mających świadczyć o jego wyjątkowości. Miał on zresztą narodzić się w szczelinie w mekkańskim czarnym kamieniu znanym jako Kaaba.

 –   Saudyjczycy próbowali zasłonić tę szczelinę, zabudować ją, ale nie mogą, bo Allah im na to nie pozwala – przekonywała mnie kiedyś pewna szyitka.

Widok Europejczyka w nadżafskiej świątyni nikogo nie dziwi, choć turystów tu raczej nie ma. Pielgrzymujący zajęci są swoimi sprawami, przede wszystkim modlitwą, przeżywaniem swej obecności w tym miejscu lub całkowicie przyziemnym planowaniem reszty swojego pobytu w mieście. Choć w tłumie dominują Irańczycy i Irakijczycy, to jest on tak wieloetniczny, że widok Eskimosa również nie byłby tu sensacją. Zwłaszcza że do grobu imama Alego może podejść każdy. Bez względu na to, czy jest szyitą, czy sunnitą, muzułmaninem, chrześcijaninem, czy też wyznawcą jeszcze innej religii – w tym miejscu jest mile widziany.

 –   Imam Ali powiedział, że są dwa rodzaje ludzi. Pierwszy to jego bracia w wierze, a drugi to jego bracia w człowieczeństwie. Imam Ali kochał wszystkich ludzi – te słowa wielokrotnie słyszałem w Nadżafie. Przypowieści z jego życia wystarczyłyby na stworzenie biografii kilku różnych postaci.

Z jednej strony Ali miał być najwaleczniejszym i nieustraszonym towarzyszem swego kuzyna, proroka Mahometa, a także pierwszym stronnikiem w szerzeniu nowej wiary. Symbolem Alego wojownika jest jego lekko zakręcony na swym rozszczepionym końcu miecz dwusieczny Zulfikar. Z drugiej strony miał być to odrzucający bogactwa, skromnie żyjący człowiek, który kochał wszystkich ludzi – bez względu na ich wyznanie czy pochodzenie. Jedna z przypowieści mówi o tym, jak kalif Ali napotkał na ulicy żebrzącego człowieka. Gdy zapytał swą świtę, dlaczego ten człowiek żebrze, odpowiedzieli mu, że ten ubogi Żyd wszystko stracił i nie ma rodziny, która by mu pomogła. Ali natychmiast nakazał wspomóc go datkami ze skarbca, do którego muzułmanie wpłacali zakat, czyli specjalny podatek na biednych. Zdziwieni towarzysze kalifa zwrócili mu uwagę, że to przecież Żyd, a zakat to pieniądze gromadzone przez wspólnotę muzułmańską dla jej potrzebujących członków. Kalif jednak powtórzył swój rozkaz, podkreślając, że najważniejsze jest to, że ten biedak jest po prostu człowiekiem.

 –   Imam Ali nigdy nie walczył dla sławy, a jedynie wtedy, gdy trzeba było się bronić. Uważał również, że nie może zabić przeciwnika w gniewie. Kiedyś starł się w pojedynku z perskim wojownikiem wyglądającym niczym olbrzym. Ali zwyciężył i gdy miał zabić wroga, tamten na niego splunął. Ali puścił więc go wolno i wezwał do powtórki pojedynku następnego dnia. Dopiero wtedy zabił wroga. Nie mógł tego uczynić w gniewie, gdyż wówczas zabiłby człowieka nie dlatego, że stanowił on zagrożenie dla jego ludu, ale z przyczyn osobistych – taką przypowieść usłyszałem w biurach mauzoleum, mieszczących się w otaczającym je dwukondygnacyjnym murze.

 –   Gdy imam Ali został kalifem, to zapanowały najlepsze czasy. Nie było żebraków, panowała równość i sprawiedliwość – dodał towarzyszący mi jeden z członków rodziny AlHakim.

newsweek.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież